Parking królów
Film jest typowo islandzki - dla mnie to plus, ale Pani, która siedziała obok przez cały czas wierciła się, wzdychała, szeptała 'co za strata czasu' i pytała mnie co 20 minut bezczelnie o godzinę. Także może ostrzegę wszystkich zwolenników wartkiej akcji, pięknej scenografii i normalności, że tego tu nie znajdą i nie warto wybierać się do kina tylko po to, żeby zepsuć seans osobie obok.

Natomiast wszyscy gustujący w czarnym homurze, absurdzie i dziwacznościach miejsc zwyczajowo zwanych 'tam gdzie diabeł mówi dobranoc' powinni wyjść z kina zadowoleni. Nie zachwyceni - bądź co bądź nie jest to Noi Albinoi - ale też nie rozczarowani. Film jest właśnie tym, czym spodziewasz się, że będzie czytając, że jest to opowieść o Juniorze wracającym z przyjacielem Rupertem do domu na Islandii, którym okazuje się być stara przyczepa zaparkowana na Parkingu Królów. Tam spotyka rozczarowanych życiem odmieńców, powiązani niejasną nicią koligacji rodzinnych. Junior coraz bardziej traci nadzieję na ojcowskie pieniądze nie przeczuwając, że babcia w wypchanej martwej foce wciąż ma pozostałość wielkiego majątku.
Parking królów wydaje się być idealny na lato, kiedy potrzeba poważnego dramatu topnieje i niknie - i tą konstatacją zakończę pozostając zwięzła, zgodnie z duchem filmu:).
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook